32 222-37-33
Odwiedź nas

Historia na weekend. Płonący Borysław

04 Wrz 2020

Bogactwem galicyjskiego Borysławia były złoża ropy naftowej. Około 1840 r. funkcjonowało tam zaledwie kilka małych szybów. Pod koniec XIX w. było ich już kilkanaście tysięcy.

W tym czasie Borysław leżał na terenie zaboru austriackiego. W międzywojniu Borysław urósł pod względem obszaru do trzeciego miasta w Polsce, po Warszawie i Łodzi. Miasto wchłaniało okoliczne wsie. Jedną z nich były Tustanowice, gdzie funkcjonował zanany w Polsce szyb Oil City. W Borysławiu wybuchały co kilka lat groźne pożary. Przyczyną były niekontrolowane erupcje mieszaniny gazów i ropy pod ciśnieniem. Częste pożary i zabrudzone mazią ropną ulice dały Borysławiowi przydomek „galicyjskie piekło”.

Największy pożar w historii wybuchł 4 lipca 1908 r. ok. godz. 14.30. Przyczyną była gwałtowna burza z wyładowaniami, od których zapaliło się kilka szybów: Litwa 3, Żelazny, Hadwiga, Celebes i Oil City. Ten ostatni należał do największych w Zagłębiu Borysławskim. Właścicielem była berlińska firma Braun i Bermann. Dzienne wydobycie utrzymywało się na poziomie 2 tys. ton ropy. Obok szybu, w zbiornikach (patrz ilustracja 1) gromadzono tysiące ton ropy zapasowej. Pożar przeniósł się z szybu na te właśnie zbiorniki. Kłęby dymu i jęzory ognia sięgały na wysokość 200 m. Brak dróg i chaotyczna zabudowa uniemożliwiały podjęcie akcji ratunkowej. Ok. godziny 17.30 przybyli na miejsce starosta Stanisław Noel i komisarz górniczy Apolinary Mokry. Obaj zadecydowali o wstrzymaniu wydobycia w całym Zagłębiu Borysławskim.

W tym samym czasie czynności podjęła zawodowa straż pożarna z Borysławia. Na pobliskim wzniesieniu ustawiono kilka sikawek ręcznych, z których polewano płonące szyby i zbiorniki. Udało się jedynie zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia. Do Borysławia przybyli również członkowie Krajowego Związku Producentów Ropy ze Lwowa. Podjęto decyzję o sprowadzeniu na miejsce zdarzenia 150 żołnierzy z jednostki saperskiej z Przemyśla. Wojsko przybyło o godz. 1.00 w nocy. Oddziały skierowano natychmiast w rejon Oil City. Saperzy usypali wokół szybu i zbiorników wał ochronny z ziemi.

Do akcji przystąpił również oddział ratunkowy „gasiciele ognia”. Ta nietypowa ekipa ratownicza składała się ze 180 osób, w większości narodowości żydowskiej, zatrudnionych na stałe jako robotnicy w tamtejszych kopalniach. W zakresie ich obowiązków był udział w akcjach ratowniczych przy pożarach szybów. Przy Oil City podzielono „gasicieli” na dwie grupy. Ich zadaniem było noszenie na plecach worków z ziemią i gliną, i wrzucaniu ich z bliskiej odległości w ogień. Każdy gasiciel nosił na głowie mokry kaftan, szmatę lub ręcznik, co izolowało go od ciepłoty. Po wrzuceniu ziemi, gasiciel wracał po nowy worek. Worki napełnili saperzy z Przemyśla. W ten sposób ziemia tłumiła ogień i dusiła wydobywające się gazy. Dzięki temu zmniejszała się z godziny na godzinę powierzchnia pożaru i odległość konieczna do dotarcia do szybu. Dogaszanie samego szybu trwało kilka dni.