32 222-37-33
Odwiedź nas

Aparat oddechowy Königa

II połowa XIX wieku

Historia:
Prezentujemy Państwu wynalazek niemieckiej firmy „C.B. König” specjalizującej się w produkcji sprzętu do prowadzenia akcji w szkodliwych warunkach. Fabryka działała w mieście Hamburg od II połowy XIX wieku. Sprzęt przeznaczony był dla ratowników oraz drużyn strażackich funkcjonujących przy różnego rodzaju zakładach przemysłowych m. in. fabrykach chemicznych, gazowniach, prochowniach czy chłodniach. Na początku XX wieku fabryka sprzedawała już około 6 tys. egzemplarzy rocznie. Produkty „C.B. König” cechowała wysoka jakość i wyjątkowo niska usterkowość, czego dowodem były nagrody otrzymywane na targach sprzętu ratowniczego. Aparaty oddechowe Königa były jednym z wiodących sprzętów tego typu na rynku zarówno niemieckim jak i europejskim. Wraz z upływem czasu urządzenie to było wypierane przez coraz nowocześniejsze aparaty tlenowe firmy Dräger. Stosunkowo krótki okres, w jakim używany był sprzęt firmy „C.B. König” sprawia, że aparaty te są bardzo rzadko spotykane w muzeach. Jeden z egzemplarzy znajdujących się w Centralnym Muzeum Pożarnictwa to podarunek od Zakładowej Zawodowej Straży Pożarnej kopalni Generał Zawadzki w Dąbrowie Górniczej (1975 r.), drugi natomiast przekazała Ochotnicza Straż Pożarna z Mikołowa (1977 r.).

Zastosowanie:
Do podstawowego zestawu aparatu Königa należały: miech, gumowy wąż, skórzany hełm z nakarczkiem oraz kombinezon. Podczas gdy strażak w pełnym rynsztunku udawał się na miejsce zagrożenia, druga osoba pompowała za pomocą miecha powietrze, które dzięki wężowi dostawało się do dróg oddechowych. Długość gumowego węża była różna, w zależności od indywidualnych zamówień i mogła sięgać nawet 200 metrów. Bardzo ciekawą funkcją niektórych modeli aparatów była możliwość komunikacji. Przewód, którym pompowane było powietrze, pełnił też rolę swego rodzaju drutu telegraficznego. Zakończony był wówczas specjalnym rozdzielaczem, gdzie jedna część cały czas podpięta była do miecha, przez drugą natomiast trwała komunikacja z ratownikiem przebywającym na miejscu interwencji. Kontakt taki był możliwy na odległość nawet 50 metrów.